
Kilka lat wcześniej, zanim poznałem technologię szkieletową, rozpoczęliśmy razem z żoną budowę domu z cegły. Powinienem rozpocząć od tamtej historii.
Często podróżujemy po krajach alpejskich i jesteśmy zauroczeni tamtejszą architekturą. Odmienna dla każdego regionu, ale ma jedną cechę wspólną; eksponuje elementy drewniane. W naszej Polskiej nizinnej architekturze, wszystkie widoczne elementy drewniane dachu najchętniej zasłania się panelami i obija blachą. Wiadomo mniej kłopotów z precyzyjną obróbką tych elementów, nie jest konieczny dobór jakościowy drewna, odpada lakierowanie drogimi preparatami itd.

Chcieliśmy, aby nasz dom wyróżniał się również takim eksponowaniem drewna jak czynią to domy w okolicach alpejskich. Wybraliśmy, więc taki projekt gotowy, który posiadał odpowiadającą nam architekturę i ruszyliśmy do działania.
Po wizycie we wszystkich koniecznych urzędach i instytucjach, znaleźliśmy ekipę do wykonania fundamentów i rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego drewna na więźbę dachową. Drewniana konstrukcja dachu naszego domu, miała mieć także walory dekoracyjne, stąd też konieczne były większe wymiary poszczególnych elementów. Jak się dowiedzieliśmy, większe wymiary oznaczają w przyszłości większe pęknięcia wzdłuż słoi Chcąc tego uniknąć, należy drewno odpowiednio przygotować i wysuszyć. Znaleźliśmy tartak, który wykonał dla nas więźbę, jednak musieliśmy niemało dopłacić za nasze fanaberie. Ale czego się nie robi by zrealizować swoje marzenia. Gotowe drewno mieliśmy już na placu budowy a w międzyczasie powstały fundamenty. Kiedy inna ekipa zaczęła stawiać ściany dowiedzieliśmy się jak bardzo niedokładnie zostały wykonane fundamenty. Kiedy zaś ściany były już gotowe specjaliści od dachu poinformowali nas jak źle wykonane ściany bardzo utrudniają im prace.
Byliśmy bezradni wobec takich uwag. Mimo tego, że już wcześniej zaczęliśmy z żoną studiować techniki budownictwa jednorodzinnego, korzystając z internetu i literatury fachowej, jak tu zwrócić uwagę „profesorowi od” stawiania ścian, że coś jest nie tak, skoro najpierw ustawił się człowiek do niego grzecznie w kolejce a on łaskawie przyjął zlecenie.

Równolegle z nami, też w systemie gospodarczym, budowało dom kilku naszych znajomych. Większość była już na etapie wykończeniowym tak, więc korzystaliśmy z ich wiedzy i doświadczenia. Opowieść niektórych z nich można by opatrzyć tytułem droga przez mękę. Historie o źle wykonanych instalacjach, odpadającym tynku, krzywych ścianach i kłopotach z ekipami nie napawały nas optymizmem.
W między czasie podrożały materiały budowlane i robocizna. Nasz dom okazał się zbyt duży jak na nasze możliwości finansowe, więc sprzedaliśmy go w stanie surowym.

Nie zdążyliśmy się doktoryzować z budownictwa w systemie gospodarczym jak nasi znajomi, ale nie straciliśmy także wiele nerwów, a nasz związek przetrwał bez szwanku tą przygodę, w przeciwieństwie do naszych przyjaciół, którzy nie zdążyli razem zamieszkać w nowym domu. Prawdopodobnie nie był to i tak idealny związek, ale ogrom problemów z prowadzeniem budowy przyczynił się z pewnością do ich rozstania.
Tak, więc z konkretnym kapitałem doświadczeń, a także kapitałem na koncie, zamknęliśmy ten rozdział i wyruszyliśmy na wakacje do Szwajcarii.

Nie zrezygnowaliśmy oczywiście z marzeń o własnym domu i zaraz po urlopie rozpoczęliśmy poszukiwania nowej działki pod budowę. W trakcie jednej eksploracji podmiejskiej okolicy, dostrzegliśmy dom, jakby przeniesiony z alpejskiego miasteczka. Sympatyczni właściciele poinformowali nas, że wybudował go UNIBUD, a nawet pokazali nam wnętrze domu. Byli bardzo zadowoleni z tego domu. Oczywiście zadawaliśmy im mnóstwo pytań. To, co było dla nas najbardziej zaskakujące i fascynujące w ich relacji z budowy, to fakt, że budowa trwała tylko 3 miesiące, po czym mogli się wprowadzać.
Czym prędzej skontaktowaliśmy się z przedstawicielem Unibudu i tak rozpoczęła się nasza znajomość. Kiedy poznaliśmy proces produkcyjny domu w fabryce oraz sposób przygotowania i obróbki drewna, bez wahania podpisaliśmy umowę.

Tym razem nauczeni doświadczeniem wybraliśmy projekt o odpowiedniej powierzchni. Ustaliliśmy wszystkie szczegóły domu. Znaleźliśmy taką działkę, aby można było bez trudu rozładować tira. Szybko powstały fundamenty a później 5 tygodni i dom był gotowy do wykańczania. Mogliśmy podziwiać okolice stojąc na drewnianym balkonie mając nad głową piękne krokwie dachowe. Pierwsze 4 dni to była magia, w poniedziałek nasza działka była pustą łąką, a w piątek stał na niej dom z oknami drzwiami i dachem. Bardziej od nas byli zaskoczeni ci okoliczni mieszkańcy, którzy drogą koło naszego domu przechodzą tylko w niedzielę, idąc do pobliskiej kaplicy na mszę. Przystawali i kiwali głowami ze zdziwienia. Piękny dom panie – mówili z podziwem, choć w głębi duszy nie wierzyli, że takie coś przetrzyma podmuch wiatru. Jakiś czas temu przeszła przez wioskę ogromna wichura, która wyrywała drzewa w niedalekim lesie, a dom stoi jak stał obalając mit o słabej konstrukcji.

Wybierając technologię szkieletową mieliśmy oczywiście pewne obawy. Dom okazał się bardzo cichy wbrew niektórym opiniom. Konstrukcja ścian w niczym nie przypomina tej z amerykańskich filmów, gdzie pięścią wybija się otwory w ścianie. Spotkanie pięści z gipsem naszej ścianie skończyłoby się bez wątpienia gipsem na temblaku. Felerem technologii są drobne pęknięcia w niektórych miejscach na ścianach, które występują po pierwszym okresie grzewczym. Ale to niestety normalne zjawisko w każdej szkieletowej konstrukcji. Przyjechała ekipa i w ramach gwarancji wykonała poprawki i jest spokój z pęknięciami.
Podczas budowy domu robiłem zdjęcia. Można na nich zobaczyć te nasze drewniane elementy.
Pozdrawiam,
Waldemar Snopkowski.